Wspomnienia

Pragniemy przypomnieć mieszkańcom Kargowej, że 29.01.2004 r. minęła 59 rocznica wyzwolenia miasta przez Armię Czerwoną. Z tamtego okresu pochodzą spisane poniżej wspomnienia mieszkańca Kargowej p. Krystiana Grelaka. W połowie stycznia 1945r. dowiedziałem się z gazet, że Armia Czerwona przeszła do natarcia w kierunku zachodnim – na Berlin. Pewnego dnia spotkałem w mieście kolegę szkolnego Fiedlera , od którego dowiedziałem się, że sowieci są już w Częstochowie.

W następnych dniach zauważyłem dużo uciekinierów podążających przez miasto w kierunku Sulechowa. W tym czasie władze miasta w miejscowym kinie obecnie Gminny Ośrodek Kultury i Sportu zorganizowały jadłodajnię dla uciekinierów. Podawano im gorącą herbatę, kawę oraz chleb obłożony wędliną . Za posiłek nie pobierano pieniędzy.
Widziałem osobiście dzieci, które miały tak mocno odmrożone nogi (spuchnięte), że nie można było zdjąć butów i trzeba było je rozcinać.
W dniu 25 stycznia około godziny 1600 po raz pierwszy zobaczyłem radziecki samolot wracający z lotu wywiadowczego.
27 stycznia w sobotę większość mieszkańców miasta opuściła swoje domy, mieszkania udając się pociągiem lub innymi środkami lokomocji w nieznane?
W niedzielę 28 stycznia o koło godziny 1300 pododdziały radzieckie pochodziły pod miasto i rozpoczęła się pierwsza wymiana ognia. W tym czasie pozostała ludność cywilna, która nie uciekła schroniła się w miejscowym zamku w piwnicy, której mury miały 1 metr grubości. Wraz z zapadającym zmrokiem sowieci rozpoczęli natarcie na miasto, zdobywając bloki kolejowe, mleczarnię i gorzelnie dochodząc pod stację kolejową. W tym czasie wojska niemieckie przeszły do kontrnatarcia wypierając Rosjan za miasto do lasu Dźwińskiego.
W czasie tego natarcia duża grupa Rosjan wozami, bryczkami ruszyła wzdłuż rzeki Obrzycy i udała się do Karszyna, gdzie wymordowała w pierwszym dniu około 16 osób: starców, kobiety i dzieci.
W pierwszym dniu walk o Kargowę zapaliły się od wybuchu pocisków 4 domy których dachy były pokryte słomą. Były to domy na Dolnej Kargowej . Tej nocy moja cała rodzina i jeszcze około 60 osób spało w piwnicy w zamku. Byłem przekonany, że rano zobaczymy pierwszych Rosjan. Rano natomiast zjawił się niemiecki oficer w asyście 2 żołnierzy i rozkazał wszystkim rozejść się do domów. Po obiedzie około godziny 1400 - 29 stycznia w poniedziałek zobaczyłem dym nad rynkiem koło Ratusza. Wziąłem brata Janka i poszliśmy zobaczyć gdzie się pali. Zeszliśmy koło cmentarza ewangelickiego i szkoły do ulicy
27 Stycznia. Po drodze nikogo nie zauważyliśmy, wszędzie pustka. Ogarnął mnie dziwny lęk, jakbyśmy z bratem byli sami na tym świecie. Jak się okazało to nie paliła się
gospoda – obecnie Maraton, ale budynek obok – obecnie sklep Słomińskiego. Wracając tą samą drogą usłyszeliśmy nadlatujące samoloty z kierunku zachodniego. Schowaliśmy się na cmentarzu za słupki betonowe.Za kilka sekund nadleciały ponownie były to myśliwskie samoloty typu YAK 3 (JAK 3). Wróciłem z bratem i wszystko opowiedziałem mamie. Gdy się ściemniło usłyszeliśmy potężną eksplozję i cały dom zachwiał się w swoich posadach . W tym czasie w pokoju spali mój brat oraz Gerad i Ewa Ziarek. Rosjanin Iwan pracujący w naszym gospodarstwie chwycił mnie i wepchnął do piwnicy, następnie przyprowadził brata oraz Ewę i Gerada . Mama , dziadkowie i Pani Ziarek już tam byli. Ponownie nastąpiła potężna detonacja i odczuwalny wstrząs całego domu, był to następny pocisk artyleryjski który spadł około 100-150 metrów od naszego domu. Było jeszcze kilka wybuchów, ale już mniej odczuwalnych i oddalających się. Potem nastąpiła dziwna cisza.
W nocy około godziny 100 pojawili się dwaj rosyjscy żołnierze, sprawdzając ilu nas jest. Rozmawiali z Iwanem. Gdy odeszli Iwan powiedział nam, że pytali go czy doznał jakiś krzywd z naszej strony. Odpowiedział, że nie i że jest mu tu dobrze. Iwan powiedział nam, że chcieli nas rozstrzelać.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej zaczął się okres bezpański. Palenie miasta, gwałty, zabójstwa i kradzieże. Ogółem zamordowano i rozstrzelano od 15 – 20 osób. Z rozpaczy kilka osób starszych odebrało sobie życie przez powieszenie. Znam osobiście, a także z nazwisk część zamordowanych osób. Ustanowiono wojenną komendanturę dla miasta Kargowej.

Notatki sporządziła B. Pajcz Wspominał Krystian Grelak