Marsz Śmierci - opis historyczny

Latem 1944 roku ewakuowano niemieckie obozy zagłady. Los taki spotkał więźniarki z obozu KL (niem. Konzentrationslager) Gross-Rosen (obecnie Rogoźnica k. Wałbrzycha). Transportem kolejowym dotarły do Sławy Śląskiej, skąd marszem doszły do podobozów k. Starego Strącza - Bänisch vorwerk (obecnie Potrzebówko Górne) i Neuvorwerk (obecnie Potrzebówko Dolne) i umieszczone w dwóch gospodarstwach - stodołach, oborach, chlewniach, w liczbie około 2 tysięcy. Więźniarki były pochodzenie żydowskiego, narodowości polskiej, czeskiej, słowackiej, węgierskiej, holenderskiej i belgijskiej. Na obozowej odzieży były naszywki "Ost". Kobiety wykorzystywane były do ciężkiej ziemnej pracy - kopały rowy przeciwczołgowe w okolicach Sławy. Inne pracowały w fabrykach włókienniczych w Nowej Soli i Zielonej Górze oraz stoczni rzecznej w Głogowie. Karmione były zupą z brukwi, marchwi i buraków oraz czarnym chlebem. Racje te były wydzielane w głodowych porcjach. Żywność dowozili chłopi polscy z pobliskiego Wijewa i Potrzebowa.
Na noc więźniarki zamykano w obiektach inwentarskich, stodołach, gdzie spały na słomie. Nocą nie miały możliwości korzystania z jedynej latryny. Załatwiały swoje potrzeby do naczyń służących do gotowania i spożywania jedzenia. Rano naczynia były płukane i używane zgodnie z przeznaczeniem. Chorowały na schorzenia układu pokarmowego (czerwonka), ropne zapalenie płuc, choroby układu moczowego, zapalenie opon mózgowych i zakażenia krwi. Te choroby, wycieńczenie pracą i głód przyczyniły się do wysokiej śmiertelności. Zmarłe grzebano na skraju pobliskiego lasu.
Do podobozów docierały transporty uzupełniające z Gross-Rosen i Oświęcimia. Obsada niemiecka liczyła kilkunastu żołnierzy z dowódcą Karlem Hermannem Jäschke. W każdym z podobozów przebywało ok. tysiąca kobiet, a podobozy oddalone były od siebie o 1,5 km.
Po 20 stycznia 1945 r. dotarł rozkaz ewakuacji i likwidacji obozu. Formowano kilkusetosobowe kolumny więźniarek i pędzono polnymi drogami wzdłuż szlaków komunikacyjnych, by nie tamować ruchu wojsk niemieckich na drogach utwardzonych i nie budzić sensacji i powodować paniki wśród ludności niemieckiej.
Podczas "Marszu śmierci" trwającego ponad trzy miesiące więźniarki przeszły setki kilometrów, przemieszczając się przez wsie i miasta niemieckie: Świętno, Jaromierz Stary i Nowy, Kargowę, Wojnowo, Sulechów, Zieloną Górę, Nową Sól, Zwikau, Drezno i Heimbrechts do Bawarii. Do celu doszła mniej niż połowa skrajnie wyczerpanych kobiet.
Trasa "Marszu śmierci" usiana była licznymi mogiłami. Więźniarki, które z powodu wycieńczenia pracą, chorobami, marszem w niskiej temperaturze, osłabione padały i nie mogły dalej iść były izolowane i likwidowane. Na naszym terenie miały miejsca dwa takie przypadki, które zostały potwierdzone zeznaniami naocznych świadków oraz w jednym przypadku ofiary, więźniarki, która cudem przeżyła.
Otóż na początku "Marszu śmierci" pod wsią Spokojna k. Śmieszkowa wyselekcjonowano 20 słabych, nie mogących iść kobiet i etapami rozstrzeliwano. Podczas przedostatniego etapu egzekucji, jedna z więźniarek, 16 letnia Waleria Strausowa (Czeszka) postrzelona na szczęście nieśmiertelnie, wyczołgała się z dołu, w którym leżały martwe współtowarzyszki i schowała się w lesie. Po dwóch dniach dotarła do polskiej rodziny w Wijewie - Marii Wojciech. Tam została do czasu przyjścia frontu rosyjskiego, z którym dotarła do Berlina. W ten sposób przeżyła wojnę i własną śmierć. Wróciła do Czechosłowacji, tam też złożyła zeznania w Prokuraturze. Natomiast Maria Wojciech została odznaczona przez państwo Izrael medalem "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata".
Drugi przypadek związany jest z miejscowością Stary Jaromierz. Jedna z kolumn przechodziła 25 stycznia 1945 r. przez Stary Jaromierz (Alt Hauland), gdzie doszło do tragicznego zdarzenia. Jego świadkiem i uczestnikiem był żyjący do dziś Florian Drzymała (rocznik 1925). Polak ze wsi Obra Kościelna, k. Wolsztyna był skierowany przez Arbeitsamt do pracy w Starym Jaromierzu. 700-800 osobowa kolumna zatrzymała się w pobliżu szkoły. Nakazano sołtysowi niemieckiemu zorganizowanie posiłku dla więźniarek (gotowane ziemniaki). W międzyczasie wyselekcjonowano 38 najsłabszych kobiet z odmrożonymi nogami i nakazano sołtysowi podstawienie trzech furmanek, w celu transportu więźniarek, rzekomo do szpitala w Konotopie. Faktycznie zostały wywiezione do lasu w kierunku do Nowego Jaromierza pod eskortą siedmiu pijanych oprawców. W odległości 1 km od Starego Jaromierza i 200 m od szosy zostały rozstrzelane. Poza słowami pożegnania "Serwus Hela", "Szalom" śmierć przyjęły w milczeniu, z pokorą. Świadek egzekucji podaje, że do konwoju dołączone zostały dwie uciekinierki złapane w okolicy Nowego Jaromierza i przyprowadzone przez sołtysa Gutsche, które także rozstrzelano. Na podstawie zeznań naocznego świadka Floriana Drzymały w sierpniu 1960 roku dokonano ekshumacji szczątków 41 więźniarek i pochowano na cmentarzu w Kargowej. Na miejscu mordu dokonanego przez Niemców znajduje się głaz z wyrytym tekstem "Miejsce na którym hitlerowcy w 1945 r. zamordowali 41 kobiet". W miejscowości Wojnowo udało się zbiec dwóm więźniarkom, którym schronienia udzieliła J. Kaczmarkowa.
Na podstawie analizy dokumentów nie jest możliwe dokładne ustalenie liczby ofiar ani też liczby więźniarek przebywających i dowożonych do podobozów, bowiem Niemcy likwidując obóz spalili dokumentację. Znane są natomiast nazwiska oprawców, kilku z nich osądzono i skazano.
Tematem "Marszu śmierci" zajmował się emerytowany oficer Armii Amerykańskiej p. Bernard Robinson, który jest autorem obszernej pracy z zeznaniami więźniarek, które przeżyły "piekło na Ziemi". Żona Amerykanina podczas wojny była więziona w jednym z podobozów k. Sławy, pracowała w fabryce włókienniczej w Zielonej Górze, przeżyła "Marsz śmierci" i zmarła w latach dziewięćdziesiątych. Los zetknął p. B. Robinsona z nauczycielem historii w gimnazjum w Sławie, p. Arturem Pacygą. Doszło do wymiany wiedzy, dokumentów i publikacji. Pan Artur Pacyga posiada bardzo dużą wiedzę na temat "Marszu śmierci" oraz szereg dokumentów i publikacji stanowiących doskonały materiał na pracę dyplomową.
Jest jeszcze wiele nie wyjaśnionych szczegółów tej sprawy dotyczącej ponad dwóch tysięcy kobiet pochodzenia żydowskiego, więźniarek hitlerowskich obozów zagłady.

J. Fabiś