63. rocznica urodzin Macieja Kozłowskiego

Ósmy września 1957 roku był zupełnie przeciętnym dniem jak wiele w naszej historii. Nic nie zapowiadało, że rodzi się wybitny aktor, bezinteresowny społecznik i zapalony piłkarz. W tym dniu przyszedł na świat Maciej Kozłowski. Chociaż późniejsze życie dawało mu w kość – jak wielokrotnie podkreślał – zawsze starał się postępować uczciwie. Nigdy też nie zapomniał o swoich korzeniach. „Tu się urodziłem i jestem z tego dumny. I wy też możecie być dumni, że jesteście z Kargowej! Nie miejcie z tego powodu kompleksów” przypominał młodzieży szkolnej, dla której wyprawy do Warszawy organizowane przez Aktora były czasami najwspanialszymi wydarzeniami w ich dziecięcym życiu. Zawsze z sentymentem wspominał swoje „szczenięce” lata. Jak w drugiej klasie zrobili strajk, bo chcieli im zabrać wychowawczynię, Panią Kwaśnik. Wspominał swoje młodzieńcze miłości, ale i to, że chodził się kąpać na kanał czy jechał na jezioro Liny. Pomimo wielkiej popularności zawsze był skromnym człowiekiem dostrzegającym problemy innych ludzi. Gdy sam przestał grać w piłkę nożną w Reprezentacji Artystów Polskich, zaangażował się w piłkarską kadrę bezdomnych. Organizował wyjazd naszej reprezentacji na mistrzostwa świata bezdomnych w 2005 roku do Edynburga. Jak mało kto rozumiał sytuację ludzi pozostających bez dachu nad głową. Sam jak kiedyś wspominał, spędził wiele nocy, koczując na Dworcu Centralnym w Warszawie. Piłka nożna była Jego drugim życiem, to ona spowodowała, że udało mu się rozpocząć karierę aktorską. Dzięki niej starał się wskazać sens życia innym zagubionym osobom. Choć grywał zimnych drani, był niezwykle ciepłym i przyjaznym człowiekiem. W jednym z wywiadów powiedział „że dobro to jest taka funkcja matematyczna, która się mnoży wówczas, kiedy człowiek się nimi dzieli„. We wspomnieniu Tomasza Karolaka o zmarłym koledze możemy przeczytać „Kozzi (Maciej Kozłowski) był aktorem z niezwykłą klasą, miał system zachowań podobny do kodeksu rycerskiego. Ja się często z tego nabijałem, ale on rzeczywiście to miał. I to go wyróżniało w środowisku, gdzie łatwo popełnić błąd, sprzedać się, pójść w alkoholizm…” Wierzę, że każdy człowiek dostaje od Boga mapę z rozmaitymi krętymi ścieżkami i z zaznaczonym punktem końcowym, którego nie widzi, ale musi do niego dojść. Drogę wybiera sam — te słowa Macieja Kozłowskiego niech będą też drogowskazem dla nas wszystkich.